16 spotkań bez porażki!
Do 13 meczów, w których Tyszanie zdobywali punkty w Betclic 2. Lidze, trener Rene Poms dopisał trzecie, pucharowe zwycięstwo.
Wystarczy popatrzeć na Kacpra Plichtę, żeby stwierdzić, że determinacji i charakteru piłkarzom GKS-u Tychy nie brakuje. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
Atmosferę w tyskiej szatni najkrócej można podsumować liczbami. Trener Rene Poms może się chwalić, że jego zespół w tym sezonie nadal jest niepokonany. Na to miano składa się zarówno 7 zwycięstw i 6 remisów w 2. lidze, jak i 3 wygrane w Pucharze Polski – najpierw z trzecioligowym Zagłębiem Sosnowiec, a następnie z pierwszoligowymi ŁKS-em Łódź i wreszcie środowy triumf po dogrywce z Pogonią Siedlce.
– Jesteśmy bardzo dumni z awansu do 1/8 finału Pucharu Polski – stwierdził austriacki szkoleniowiec Tyszan. – Myślę, że pierwsza połowa spotkania z Pogonią była najlepszą w wykonaniu mojej drużyny w tym sezonie. Szybko strzeliliśmy dwa gole i prezentowaliśmy znakomity futbol. Prowadziliśmy 2:0, ale w drugiej połowie rywal zaczął atakować i po kontaktowym golu w sumie dość szczęśliwie, w ostatnich sekundach drugiej połowy, doprowadził do dogrywki.
Dumny i zadowolony
– Odpowiedzieliśmy w niej jednak kolejnymi dwoma golami i, co najważniejsze, po słabszym występie w ostatnim ligowym meczu z Podhalem Nowy Trag na naszym boisku, pokazaliśmy swoją najlepszą stronę – kontynuował Poms. – To była najlepsza reakcja, jaką można sobie wyobrazić, i tym bardziej rozpiera mnie duma oraz jestem z tego bardzo zadowolony. Myślę, że takim meczem odzyskaliśmy zaufanie kibiców, nabraliśmy pewności siebie i pokazaliśmy, że jako zespół dojrzewamy i dorastamy do tego, żeby walczyć o coraz wyższe cele. Na pewno wynik 4:2 buduje i dodaje nam optymizmu, bo ciesząc się z tego, co osiągnęliśmy, awansując do kolejnej rundy Pucharu Polski, nie mamy zamiaru osiadać na laurach. To nie może być jednorazowy „wyskok”. Najważniejsze jest to, żeby kontynuować nasz marsz i powtarzać dobrą grę w każdym kolejnym meczu.
Pół godziny więcej
Ten najbliższy już w sobotę o 15.00, a Tyszanie podejmą Lechię Zielona Góra. Myśląc o tym spotkaniu, Rene Poms w pucharowym meczu z Pogonią Siedlce w 56 minucie dokonał aż czterech zmian. Przy wyniku 2:0 postanowił zaoszczędzić siły m.in. lidera ofensywy Damiana Kądziora, filara defensywy Daniela Hoyo-Kowalskiego i napastnika, strzelca dwóch goli, Kacpra Plichty. Ten manewr kosztował jednak – jak się okazało – całą drużynę dodatkowe pół godziny więcej grania.
– Pamiętając o tym, jak ważny ligowy mecz czeka nas w sobotę, zaplanowałem te zmiany i trzymałem się planu – dodał szkoleniowiec GKS-u. – Wiedziałem, jak ważni są to zawodnicy, i ich zejście na pewno osłabiło zespół w meczu z Pogonią Siedlce, ale było wtedy 2:0 i wierzyłem, że zespół bez tych trzech naszych podstawowych piłkarzy da sobie radę.
Zrobili dobrą robotę
– Sama decyzja była więc dobra i efekt końcowy – awans – też nas broni, ale faktycznie nasza gra nie była już tak dobra, co daje mi też odpowiedź na pytanie: na kogo mogę liczyć w najważniejszych momentach walki o powrót na zaplecze Ekstraklasy, bo to jest naszym celem. Muszę jednak też podkreślić, że ci zawodnicy, którzy weszli, też zrobili dobrą robotę, bo choć nasz zespół stracił gola na 2:2 w doliczonym czasie gry drugiej połowy, to nie załamał się, tylko w dogrywce pokazał charakter. To można więc na pewno zapisać na plus dla tych, którzy weszli na boisko i grali do końca pucharowego spotkania. I to mnie także napawa optymizmem przed bardzo ważnym dla nas najbliższym meczem z Lechią Zielona Góra – zakończył Rene Poms.
Jerzy Dusik
