145 kilometrów... przerażenia
Klaudia Adamek może zostać pierwszą polską sportsmenką, która wystartuje zarówno w letnich, jak i zimowych igrzyskach!
Klaudia Adamek „w wersji” letniej, lekkoatletycznej. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
Adamek była czołową polską sprinterek. Najlepszą formę uzyskała w 2021 roku. Wtedy poprawiła rekordy życiowe w biegach na 60, 100 i 200 metrów. Podczas igrzysk w Tokio wystartowała w sztafecie 4x100 m wraz z Ewą Swobodą, Pią Skrzyszowską i Magdaleną Niemczyk. - Jako mała dziewczynka marzyłam o igrzyskach. To się spełniło, choć szkoda, że nie awansowałyśmy do finału. Jestem zadowolona ze swojej kariery lekkoatletycznej. Lekkoatletyka bardzo mnie rozwinęła – oceniła w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Telefon z szokującą propozycją
Kolejne sezony były mniej udane, m.in. nie znalazła się w kadrze na mistrzostwa Europy w Monachium (2022) i mistrzostwa świata w Budapeszcie (2023) .- I wtedy, we wrześniu 2023,pierwszy raz pojawił się temat... bobslejów. Zadzwonił do mnie trener Ryszard Sadkowski i aproponował, abym dołączyła do kadry bobslejowej. Przede mną był sezon halowy i liczyłam na wyjazd na igrzyska w Paryżu, więc stanowczo odmówiłam. Sprawa ucichła. Miałam jednak problemy w życiu prywatnym, czułam się źle pod względem fizycznym i psychicznym. Forma nie rosła, a przeciwnie: było coraz gorzej - wspomniała.
Zimą 2024 roku Adamek regularnie uczestniczyła w zawodach lekkoatletycznych, ale osiągane wyniki nie spełniały jej oczekiwań. - Starty w sezonie halowym były dla mnie udręką. Nie cieszyły mnie, walczyłam sama ze sobą, nic nie szło po mojej myśli. Jadąc na mistrzostwa Polski do Torunia żyłam jeszcze nadzieją na dobry wynik i zakwalifikowanie się do finału, ale nie udało się. Byłam bardzo smutna i rozgoryczona. Buzowały we mnie negatywne emocje – wyznała.
Horror na końcu toru
Wtedy trener Sadkowski osobiście spotkał się z Adamek, która tym razem przystała na jego propozycję. W kwietniu otrzymała pierwsze powołanie na zgrupowanie bobslejowej kadry narodowej: została rozpychającą Lindy Weiszewski, która... też kiedyś trenowała lekkoatletykę. Dobrze pamięta moment, w którym pierwszy raz jechała bobslejem. Asystował jej trener Dawid Kupczyk. - Ubrałam kask, kombinezon i kewlar, który chroni nas przed oparzeniem w razie wypadku. Zjechaliśmy z trenerem. Nie czułam lęku i stresu. Trener jednak zapomniał dać mi wyraźny sygnał, że mam hamować. Usłyszałam jakieś krzyki, próbowałam hamować, ale podczas przejazdu tak mocno trzymałam się metalowych rur, że zabrakło mi sił. Niewiele brakowało, a wypadlibyśmy z toru prosto do lasu – zdradziła.
Rodzina truchleje przed ekranem
Mimo tego doświadczenia, w 2024 porzuciła lekkoatletykę i została bobsleistką. W debiutanckim starcie w Pucharze Świata, w Altenbergu, polskiej dwójce też przydarzył się wypadek. - Byłam posiniaczona, ale nic wielkiego się mi nie stało. Natomiast Lindę bolały plecy. Na szczęście to był nasz jedyny przykry incydent na torze – przekazała. Wypadki bobsleistów są szczególnie niebezpieczne, gdyż boby osiągają prędkość 145 km/h. Uprawianie tej dyscypliny wymaga zatem dużej odwagi. - Zdaję sobie sprawę, że to niezwykle szybko, choć w bobsleju nie czuć tej prędkości. Jednak gdy moja rodzina i znajomi oglądają zawody w telewizji, jest to dla nich przerażające – nadmieniła.
Tylko koparki i błoto
Klaudia Adamek zostać pierwszą polską sportsmenką, która wystartuje zarówno w letnich, jak i zimowych igrzyskach. Na ten moment Polki mają kwalifikacje na igrzyska, ale dopiero w połowie stycznia ostatecznie okaże się, czy wystartują w Cortinie d’Ampezzo. - Trzy najlepsze reprezentacje mogą wystawić po trzy załogi, dwie po dwie, a sześć kolejnych po jednej. Decyduje o tym ranking, w którym oczywiście chcemy być jak najwyżej - wyjaśniła.
W listopadzie Adamek i Weiszewski startowały w zawodach PŚ na nowym torze olimpijskim w Cortinie, który został zbudowany na „ostatnią chwilę”.- W tamtym momencie to był wielki plac budowy, co nas zaskoczyło. Kiedy obchodziliśmy tor, dookoła tylko koparki i błoto... Jako rozpychająca, która siedzi z tyłu bobsleja, po treningach nie miałam żadnych siniaków, więc tor jest dosyć łagodny – oceniła. - Jeśli awansujemy na igrzyska jako pierwsze polskie bobsleistki w historii, to myślę, że miejsce w czołowej ósemce byłoby dla nas zadowalające, choć wiadomo, że każdy marzy o medalu – zadeklarowała.
A może tak do Los Angeles?
Świeżo upieczona bobsleistka nie wyklucza, że..., wróci kiedyś do lekkoatletyki i spróbuje zakwalifikować się na igrzyska w Los Angeles w 2028 roku! - Na razie skupiam się jednak na igrzyskach Mediolan-Cortina 2026. Co będzie potem? Mam swoje plany i marzenia, ale nie wiem, co z tego wyjdzie. Nie chcę zapeszać. Na pewno tęsknię za lekkoatletyką, emocjami i ludźmi, którzy są na stadionie - zakończyła Adamek.
Maciej Gach
