WYDARZENIE KOLEJKI
Co się dzieje z mistrzami Polski? Raków traci kolejne punkty.Fot. Marcin Bulanda/Pressfocus.pl
Mistrz zawodzi
Jedenastka z Częstochowy ma w ostatnim czasie swoje problemy.
Wynik sobotniego pojedynku z Cracovią nikogo przy Limanowskiego nie powinien dziwić. Historia bezpośrednich starć Rakowa i „Pasów” wskazywała na to, że mecz pod Jasną Górą zostanie rozstrzygnięty na niekorzyść gospodarzy. W końcu na 10 meczów częstochowianie ledwie dwa razy triumfowali. Boisko w tym ostatnim starciu także pokazało, że akurat z tym rywalem nie idzie. Dobrze dysponowani krakowianie zasłużyli na więcej niż punkt. Szczególnie tyczy się to postawy defensywnej. Goście jednak nie mieli szczęścia i ostatecznie dwa „oczka” stracili.
Popełnia błędy
W tym wszystkim martwi postawa Rakowa, który kolejny raz nie miał pomysłu na realizację założeń ofensywnych, a co gorsza popełniał kolejne błędy w tyłach. - W zbyt prosty sposób Cracovia doprowadzała do stałych fragmentów gry na naszej połowie. Wystarczały jej długie podania i stwarzała zagrożenie. W jednym przypadku, przy rzucie rożnym, wystarczyła chwila nieuwagi i straciliśmy bramkę – mówił po meczu Dawid Szwarga, szkoleniowiec mistrza Polski. Nie sposób z młodym trenerem się nie zgodzić. Kilka chwil przed bramką Benjamin Kallman doszedł do świetnej sytuacji bramkowej, którą dokumentnie zepsuł. Gdyby nie to, to nie wiadomo czy Raków mecz by chociaż zremisował. W wymienionej sytuacji, jak i przy straconym golu, zamieszany we wszystko był Milan Rundić. W końcu to on nie upilnował Virgila Ghity przy trafieniu dla „Pasów”. To Rundić był jednym z tych, który przy akcji Kallmana nie wyszedł w odpowiednim tempie, przez co pułapka ofsajdowa spełzła na niczym. 31-letni defensor nie pierwszy w tym sezonie raz pokazuje, że jego forma jest bardzo daleka od optymalnej. Dodając do tego jego notoryczne problemy ze zdrowiem jawi się on jako gracz bez większej przyszłości w zespole. Jego niefrasobliwość kolejny raz w tym sezonie kosztowała Raków „oczka”. Gdyby był jeszcze młodszy, jak choćby Bogdan Racovitan, to takie błędy można byłoby mu wybaczyć. Niestety, ale obecnie zdecydowanie odstaje od reszty zespołu i nie ma perspektywy na to, że to się zmieni. Jego umowa kończy się w czerwcu 2025 roku. Mało prawdopodobne, że zostanie przedłużona. Podobny los zapewne czeka Marcina Cebulę.
Inni też zawodzą
Z 27-latkiem jest jednak pewien problem. Gdy był zdrowy potrafił odmienić obraz wielu meczów. Podobnie było na początku sezonu. W eliminacjach do Ligi Mistrzów pokazywał się z dobrej strony. Z czasem jednak forma spadała. Zresztą częstochowianie nadal szukają odpowiedniej dyspozycji. Podobnie jest z Cebulą, który w lidze zawodzi. I to zdecydowanie. Nie „wykręca” liczb ostatnia asysta pod koniec września w starciu z Ruchem, bez gola w tym sezonie. Popełnia wiele błędów w ofensywie. Przegrywa też wiele pojedynków jeden na jeden, nie potrafi pokonać bramkarza przeciwnika.
Patrząc na ofensywę Rakowa obecnie jest na poziomie Sonnego Kittela. A to wbrew pozorom nie jest pochwała. Obaj bardziej irytują swoją grą, niż nią zachwycają. Pozycja obu jest zresztą niepewna. Szczególnie tyczy się to Cebuli, który niedługo może za darmo zmienić pracodawcę. Ma on umowę z mistrzem Polski do końca sezonu. Gdyby jednak tak usiąść i przeanalizować, to tak po prawdzie połowa składu Rakowa zawodzi. Mecz z Cracovią to kolejna strata punktów. Jeżeli nic się nie zmieni, to na wiosnę częstochowianie będą walczyć raczej o „pietruszkę” niż sukcesy, które były ich udziałem w ostatnich kilku sezonach za kadencji trenera Marka Papszuna. (pt)
