Ostatniego gola dla Podbeskidzia strzelił miesiąc temu Bartosz Bida. Fot. Krzysztof Dzierżawa/Press Focus
Totalna niemoc
Podbeskidzie nie strzeliło gola od ponad 400 minut. Na domiar złego z powodu ataku zimy zespół do kolejnego meczu przygotowuje się na boiskach ze sztuczną nawierzchnią.
Drużyna nie myśli już o piątkowym blamażu i rozpoczęła przygotowania do niedzielnego meczu z Motorem Lublin, który będzie ostatnim w tym roku spotkaniem w Bielsku-Białej. W poniedziałek zespół pod wodzą trenera Dariusza Marca trenował na niedawno oddanym boisku w Wapienicy, gdzie pracował na sztucznej murawie. We wtorek trening został zorganizowany na boisku na tzw. górce, gdzie również do dyspozycji jest pełnowymiarowa płyta ze sztuczną nawierzchnią. Wszystko dlatego, że w Beskidach ma miejsce pierwszy solidniejszy atak zimy podczas trwającej jesieni i oprócz kilku centymetrów śniegu utrzymują się także ujemne temperatury. Wczoraj drużyna rozegrała wewnętrzny sparing przeciwko czwartoligowym rezerwom. Mecz miał dwie połowy, każda trwała po 35 minut. W drużynie pierwszoligowca zabrakło piłkarzy, którzy w większym wymiarze czasowym zagrali w piątek z Chrobrym Głogów. Zajęcia na siłowni mieli m.in. Tomasz Jodłowiec, Maksymilian Sitek, Daniel Mikołajewski czy Maksymilian Banaszewski.
2 gole w 8 meczach
Sparing, a właściwie to chyba trening strzelecki, zakończył się wysokim zwycięstwem zespołu złożonego z pierwszoligowych piłkarzy. Na listę strzelców wpisali się: Samuel Nnoshiri, Marcel Misztal, Mateusz i Michał Stryjewscy oraz Antonio Perosević, który błyszczał skutecznością i zdobył dwie bramki. Wysoki wynik w wewnętrznym meczu cieszy, bo Podbeskidzie przeżywa prawdziwy kryzys związany ze strzelaniem bramek. Od wyjazdowego meczu w Pucharze Polski, gdy pokonana została Pogoń Siedlce (3:1), minęły 26 listopada dwa miesiące. W tym czasie Podbeskidzie rozegrało siedem spotkań ligowych i jedno pucharowe z Pogonią Szczecin. Zdobyło w nich zaledwie dwie bramki (obie w wygranym w meczu z Wisłą Kraków), a w pozostałych siedmiu spotkaniach „górale” do siatki trafić nie potrafili. Po raz ostatni drużyna z Bielska-Białej gola świętował 27 października, gdy w 45 minucie do bramki trafił Bartosz Bida (gol ten dał zwycięstwo nad grającą w osłabieniu Wisłą). Seria bez zdobytego gola trwa więc od 405 minut.
Nie ma podgrzewanej płyty
Widząc problemy, z jakimi mierzy się zespół, sztab trenerski będzie chciał pod koniec tygodnia przeprowadzić trening na naturalnej płycie Stadionu Miejskiego w Bielsku-Białej – to jedyna podgrzewana murawa w regionie. Prowadzone w tym celu będą rozmowy z BBOSiR, który zarządza obiektem. Kondycja murawy z powodu zimowej aury jest w coraz gorszym stanie, a trening na rozmiękczonej opadami płycie z pewnością jej się nie pomoże.
Na koniec garść statystyki, bo piątkowa porażka z Chrobrym Głogów to najgorszy lub prawie najgorszy (w zależności jak liczyć debiut Adama Noconia) trenerski debiut w historii klubu. Dariusz Marzec został 30. trenerem Podbeskidzia, a dotychczas bilans otwarć wynosił 15 zwycięstw, 11 remisów i 3 porażki - 16 marca 2003 roku z Górnikiem Polkowice (0:1) pod wodzą Pawła Kowalskiego, 22 września 2015 roku ze Śląskiem Wrocław w Pucharze Polski (0:1) z Robertem Podolińskim na ławce oraz porażka (w oficjalnym lub nieoficjalnym) debiucie Adama Noconia – 18 sierpnia 2017 roku, gdy formalnie trenerem był Jan Kocian z Chojniczanką Chojnice (0:4) czy 14 października z GKS-em Katowice (1:2), gdy na ławce zasiadł już jako pełnoprawny szkoleniowiec. (gru)
