Kamil Drygas (z prawej) zapewnił Miedzi zwycięstwo w meczu z Zagłębiem Sosnowiec. Fot. Ernest Kołodziej/miedzlegnica.eu
„Przezimować” w czołówce
Miedź Legnica przełamała serię meczów bez zwycięstwa, odsyłając z kwitkiem do domu „czerwoną latarnię” tabeli.
Przed niedzielnym meczem z Zagłębiem Sosnowiec podopieczni trenera Radosława Belli mieli serię trzech meczów bez wygranej. Zielono-niebiesko-czerwoni zremisowali ze Zniczem Pruszków (1:1), przegrali z Resovią (1:2) i zremisowali z Podbeskidziem Bielsko-Biała (0:0). Tę niefortunną passę przerwali w ostatniej kolejce. - Wiedzieliśmy, że to nie będzie łatwy mecz, bo tabela nie do końca oddaje to, co nasz ostatni przeciwnik potrafi grać - powiedział po potyczce z Zagłębiem Sosnowiec trener Miedzi, Radosław Bella. - Sam fakt, że przed przyjazdem do Legnicy nie przegrał żadnego z ostatnich meczów wyjazdowych mówi sam za siebie. I momentami rzeczywiście było ciężko. Niemniej z naszej perspektywy mecz był dobry, bardzo dobry, jeśli chodzi o dyscyplinę taktyczną. Myślę, że pod koniec pierwszej połowy straciliśmy kontrolę, broniliśmy się za nisko. Po korekcie ustawienia w przerwie, gdzie nasi skrzydłowi lepiej bronili i byli bliżej środka, już nam Zagłębie nie zagrażało, bo to my bardziej zagrażaliśmy jemu. W końcu rozegraliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, z czym ostatnio mieliśmy problem. Szybko też strzeliliśmy bramkę. Wyprowadzaliśmy też dobre kontrataki i myślę, że co najmniej jeszcze jeden mógł się zakończyć bramką, a może nawet dwiema. Pracujemy dalej nad tym, żeby ten zespół wciąż się rozwijał i z niecierpliwością czekamy na kolejny mecz. Oba gole w zwycięskim spotkaniu strzelił Kamil Drygas. - Czy nie mam pretensji do trenera Belli, że kwadrans przed zakończeniem meczu zdjął mnie z boiska? Oczywiście, że nie - powiedział rozbawiony 32-letni pomocnik. - Cieszę się przede wszystkim z tego, że wygraliśmy. Cieszę się również ze zdobytych bramek, bo we wcześniejszych spotkaniach miałem sporo sytuacji i mogłem mieć w dorobku więcej bramek. Po ostatnich meczach w głowach mieliśmy to, że obojętnie jak, ale musimy z Zagłębiem wygrać, bo to zwycięstwo było nam bardzo potrzebne. Wygraną z sosnowiczanami „miedzianka” przełamała niemoc w potyczkach z drużynami z dołu tabeli Fortuna 1. Ligi. - Pierwsza liga - powtarzałem to milion razy - jest wyrównana i może to trochę oklepany slogan, ale w niej każdy może wygrać z każdym. Nie ma co patrzeć, z kim gramy, po prostu cieszymy się z trzech zdobytych punktów. Obojętnie, czy u siebie, czy na wyjeździe, chcemy zdobywać punkty i zostać w czołówce. Naprawdę w każdej drużynie rywalizującej z nami jest jakość, zawodnicy z bogatą przeszłością, nawet w ekstraklasie. W Zagłębiu widzę wielu dobrych graczy, jak chociażby Joel Valencia czy Kamil Biliński. To uznane marki na polskim rynku, mają jakość, ale udało nam się ich zneutralizować. Najbliższe dwa mecze ligowe drużyna znad Kaczawy rozegra na wyjeździe - najpierw czeka ją wizyta w Gdańsku, gdzie będzie czekała Lechia, a potem zjawią się w Katowicach na stadionie przy ulicy Bukowej. - Na pewno pojedziemy tam w lepszych nastrojach niż ostatnio zapewnia „Drygi”. - Lepiej i łatwiej pracuje się po zwycięstwach. Do końca rundy został trzy mecze i będziemy chcieli w nich zdobyć jak najwięcej punktów, by „przezimować” w czołówce. Bogdan Nather
