Mecz we Wrocławiu będzie dla Rakowa niezwykle istotny.
Pogrzebać szanse Rakowa
Rozmowa z byłym piłkarzem m.in. Widzewa Łódź i Hansy Rostock
Niezależnie od wyniku najbliższego meczu Śląsk Wrocław zostanie mistrzem półmetka sezonu. A czy stać go na to, aby być mistrzem także po 34 kolejkach?
– Na pewno tak. Śląsk już oswoił się z tą sytuacją. To nie jest jednorazowy wyskok, jak w zeszłym sezonie Wisła Płock, która wystartowała bardzo mocno, wszyscy byli zaskoczeni, ale potem wróciła do starego grania i skończyło się spadkiem. Śląsk cały czas utrzymuje formę i to jest bardzo fajne. Przed sezonem nikt nie wierzył, że ta drużyna może aż tak namieszać. Zimą może się jeszcze wzmocnić i będzie chciała obronić pierwsze miejsce. Ma szanse, bo już teraz to jest bardzo mocny zespół, ciężko pracuje i w każdym meczu się dobrze czuje. Świetnie funkcjonuje jako całość.
Kto jest we Wrocławiu ważniejszy, kapitan i najlepszy strzelec Erik Exposito czy trener Jacek Magiera?
– Tu nie ma ważniejszych. To jest całość i nie można mówić, że ktoś jest najważniejszy w drużynie. Okej, Exposito jest zawodnikim, który ciągnie grę i zdobywa dużo bramek. Ma charakter, który zawsze jest potrzebny w drużynie. Daje motywację i kopa. Ale osobą, która to poukładała, zarysowała cel, a piłkarze za nią poszli, jest Jacek Magiera. Nie można tego rozdzielać. Jedno bez drugiego nie może funkcjonować. Jeżeli trener nakreśli zadania, a drużyna nie będzie chciała w to wejść, to nic z tego nie wyjdzie. Liczą się współpraca i wzajemne zaufanie, na które Jacek Magiera sobie zapracował. Zespół mu ufa i odpłaca się dobrą grą.
Jedną z ekip ścigających Śląsk jest Raków, tracący do niego 8 punktów. Teraz uda się do Wrocławia na hit kolejki. Czego możemy się spodziewać?
– Dobrego meczu. Stawiam na zwycięstwo Śląska. Jest na fali wznoszącej. Jest liderem i dla niego nie będzie żadnym problemem, czy dodatkową presją, że zagra z aktualnym mistrzem Polski. Będzie chciał udowodnić swoją wyższość. To będzie mecz, który może pogrzebać szanse Rakowa na obronę tytułu mistrzowskiego.
Raków wygrał tylko 1 z 5 ostatnich spotkań. Teraz gra ze Śląskiem, a potem uda się na teren aktualnego wicelidera z Białegostoku. Może trudny terminarz zmotywuje go do lepszej gry?
– Częstochowianie motywują się cały czas. Mecze pucharowe trochę ich jednak kosztowały zdrowia, a kadra nie jest na tyle mocna, żeby swobodnie nią rotować. Zresztą, wszystkie drużyny, które występują w pucharach, przeżywają regres. Od dłuższego czasu widać, że nie potrafimy dzielić gry na kilku frontach. Jeśli u nas ktoś skupia się tylko na ekstraklasie, idzie mu znacznie lepiej. Śląsk wygląda bardzo dobrze, bo nie musi rywalizować w europejskich pucharach, jak Raków i Legia. Raków może dwa najbliższe spotkania przegrać. Zresztą można się było tego spodziewać po odejściu trenera Marka Papszuna. Poza tym drużyna nie może być na topie przez cały czas, bo to bardzo trudne. Dla Rakowa będzie dużym sukcesem, jeśli zajmie miejsce w pierwszej trójce, a nie będzie to proste.
Chciałbym zapytać pana, jako byłego widzewiaka, jak ocenia pracę trenera Daniela Myśliwca?
– Próbuje zmieniać. Poprawił zaangażowanie zawodników, co było widać w meczu z Lechem. Rozsądek wziął górę nad tym, co do tej pory próbował grać Widzew, czyli otwartą piłkę, wysoki pressing. Trener Myśliwiec potrafił to zmienić. Widzewowi brakuje jeszcze trochę jakości, ale w naszej ekstraklasie więcej można osiągnąć ambicją, zaangażowaniem i bieganiem. Łodzianie pokazali to zresztą w starciu z Lechem, w którym przebiegli dużo więcej kilometrów niż rywale. To pozwoliło im wygrać na trudnym terenie, bo nikt na to nie liczył. Mam nadzieję, że to nie było ich największe osiągnięcie i pojawią się kolejne zwycięstwa. Trzeba jednak już zapomnieć o tym spotkaniu. To na pewno pozytywny kop, ale należy się sprężać na kolejne mecze. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Trzeba poprawić styl, bo w poprzednich kolejkach często było tak, że Widzew grał dobrze, ale nie zdobywał punktów. A tylko one się liczą. Jeśli teraz, pod koniec jesieni, zdobędzie się jeszcze kilka punktów, to wiosna będzie spokojniejsza. Rozmawiał Piotr Tubacki
