Występ Damiana Rasaka w piątkowym meczu z Pogonią stoi pod znakiem zapytania. Fot. Krzysztof Porębski/Pressfocus.pl


Wziąć się w garść

W Zabrzu mają się nad czym zastanawiać.


Już wydawało się, że „górnicy” po kilku kolejnych wygranych złapali przysłowiowy wiatr w żagle i suną z dołu tabeli w jej górne rejony. Po wygranej niewiele ponad miesiąc temu z będącym w kryzysie Rakowem przyszła przecież seria kilku zwycięstw w lidze i w Pucharze Polski.


Jak na początku

Jedenastka prowadzona przez Jana Urbana oprócz mistrza Polski rozbiła też ŁKS na jego terenie, w ekstraklasie uporała się jeszcze z Cracovią, a pokonała też w 1/16 finału Pucharu Polski Zagłębie w Sosnowcu. Przed dwoma wyjazdami do Mielca i Krakowa, na spotkanie z Puszczą, mogło się wydawać, że dobra passa będzie podtrzymana. Górnik piłkarsko wyglądał dobrze, w obu tych spotkaniach prowadził, a tymczasem z boiska schodził na tarczy, z przegranymi po 1:2. Jeżeli jeszcze w starciu ze Stalą, choć przecież „górnicy” w tym spotkaniu przez prawie całą II połowę grali w przewadze jednego zawodnika, można było mówić o potknięciu, o tyle niedzielna porażka z beniaminkiem daje do myślenia. Tak źle – przynajmniej wynikowo – było tylko na początku rozgrywek, kiedy w lipcu przytrafiły się też dwie porażki z rzędu po 0:2 z Radomiakiem i Wartą. Górnik był wtedy na przedostatnim miejscu, gorszy był tylko beniaminek z Łodzi. Teraz sytuacja jest dużo lepsza, ale też szału nie ma. Przed spotkaniem w Krakowie trener Urban był pytany, czy jego zespół po ewentualnym zwycięstwie z Puszczą włączy się do gry o puchary. Teraz ma tylko trzy „oczka” przewagi nad ambitną drużyną z Niepołomic, która jest przecież wciąż na spadkowej pozycji. Było i miało być dobrze, ale tak nie jest. Świadomość tego mają też oczywiście sami piłkarze.


Są mocno wkurzeni

– Ciężko hamować się ze słowami, bo trudno coś konkretnego powiedzieć po takiej grze, jak ta z Puszczą. W pierwszej połowie powinniśmy strzelić trzy, cztery bramki i byłoby po meczu. Już w szatni byliśmy źli na siebie, że było tylko 1:0 dla nas. Uczulaliśmy się na to, żeby przypadkiem nie stracić bramki z jakiegoś ich stałego fragmentu gry, jak rzut z autu, gdzie są groźni. A właśnie w taki sposób straciliśmy bramkę na 1:1. Mecz się wyrównał, no i potem była przypadkowa kontra, przez którą przegraliśmy 1:2. Frajerska przegrana i to tyle, co mogę powiedzieć. Gotuje się w człowieku po takim spotkaniu – nie krył emocji Damian Rasak.

Pomocnik zabrzan pytany o atmosferę po meczu w szatni mówił krótko. – W szatni było o dziwo spokojnie, bo każdy siedział wkurzony na siebie za to, co się stało. Ja na dodatek jeszcze poczułem ból w mięśniu dwugłowym i martwię się, czy będę gotowy do kolejnego meczu. Jest koniec listopada, te boiska teraz wyglądają, jak wyglądają, może wyjątkiem jest tutaj boisko Pogoni, bo było widać w tej ostatniej kolejce, że jest świetnie przygotowane. Trzeba się adaptować, bo przecież obie drużyny mają na nich takie same warunki – zaznaczył doświadczony zawodnik.

Podsumowując dwa ostatnie, nieszczęsne dla swojego zespołu wyjazdowe mecze Rasak mówił: – Nie powinniśmy przegrać 1:2 w Mielcu, nie powinniśmy przegrać 1:2 z Puszczą. Jesteśmy wkurzeni i trzeba się wziąć w garść, bo w piątek przecież kolejne ligowe spotkanie – podkreślił.


Z Pogonią zabrzanie zagrają o odwrócenie złej serii. Czy to się uda? Na początku rozgrywek po przegranych z radomianami i Wartą przyszedł bezbramkowy remis w derbach z Piastem. Z „portowcami” mają być trzy punkty. „Górnicy” muszą jednak przede wszystkim poprawić skuteczność i trafiać do siatki, a tym bardziej na swoim stadionie, gdzie w bieżących rozgrywkach w 7 ligowych grach ta sztuka udała im się tylko 5 razy. W tym względzie są najsłabsi w ekstraklasie. Michał Zichlarz


11

PUNKTÓW

w tym sezonie „górnicy” zdobyli w meczach u siebie.

8

PUNKTÓW

to dorobek na wyjazdach, gdzie zabrzanie na 9 spotkań przegrali aż 5.