KOMENTARZ „SPORTU”


Pogoda na bałwana


W sobotę wszystkie mecze na zapleczu ekstraklasy zostały odwołane… poza jednym. Stadion przy Bukowej jawił się jako oaza dla spragnionych futbolowych wrażeń obserwatorów I-ligowej rzeczywistości, jednak tylko w teorii było to święto piłkarskie. Na boisku zobaczyliśmy raczej walkę o zdrowie, o to żeby się nie poślizgnąć, nie przewrócić. Niewiele to miało wspólnego z piłką nożną, stąd nasuwa się pytanie, co takiego wyjątkowego było w tym spotkaniu, że odbyło się zgodnie z planem? Na pewno nie chodziło o lepsze warunki na murawie. Rozmawiając z trenerami i zawodnikami, każdy z nich twierdził, że w sobotę w Katowicach normalnie grać w piłkę się nie dało. Zadam proste pytanie - czy mecze w takich okolicznościach mają jakikolwiek sens? W śniegu można co najwyżej ulepić bałwana, a nie grać w futbol. W ten sposób nie wygrywa drużyna, która lepiej potrafi kopnąć piłkę, tylko ta, która lepiej potrafi utrzymać się na nogach. Poza tym naraża się zdrowie piłkarzy. Ich zadaniem jest niesienie rozrywki, która w śniegu i błocie jest wątpliwej jakości, a dodatkowo niszczy się murawę. Ta po meczu wyglądała jak kartoflisko po wykopkach. Wysłałem znajomemu zdjęcie błota, które zebrało się przy linii bocznej na przestrzeni 90 minut. Ten zapytał mnie, czy przez przypadek nie trafiłem na tor żużlowy... Kacper Janoszka