
PLUS
„Dziki” lider i rezerwiści
To jak szybko Patryk Dziczek stał się pierwszoplanową postacią nie tylko Piasta musi wzbudzać szacunek. Pomocnik nie grał 1,5 roku, ale po tamtym trudnym okresie nie ma już ani śladu. „Dziku” świetną dyspozycją zapracował na powołania od selekcjonera Michała Probierza i 2024 rok może być dla niego jeszcze lepszy. Trener Aleksandar Vuković zawsze przekonywał, że zmiennicy w jego zespole są ważni, a kadra jest szeroka. W drugiej części sezonu to się potwierdziło, bo szkoleniowiec korzystał z takich piłkarzy, jak Szymański, Mokwa, Holubek czy Huk. Wszyscy zdali egzamin i wypełnili luki w zespole. Widać, że rywalizacja przy Okrzei wychodzi wszystkim na plus. W różnych warunkach pogodowych odbywały się mecze na stadionie przy ul. Okrzei, ale trzeba uczciwie przyznać, że murawa tym razem zdała egzamin i nie było tak, jak w poprzednich sezonach. Jeśli we wczesnowiosennych meczach też tak będzie, to trzeba będzie znów pochwalić gliwicki klub.
MINUS
Bez armat
Rekordowej liczby remisów może i by nie było, gdyby Piast rozgrywał mecze z choćby jednym nominalnym napastnikiem. Problemy zdrowotne doświadczonego Kamila Wilczka ciągnęły się niemal przez całą jesień, a młody Gabriel Kirejczyk nie sprostał oczekiwaniom. Nic więc dziwnego, że zimą nowy snajper to priorytet. Nawet grając bez napastnika gliwiczanie mieli mecze, w których dominowali i powinni „dobić” rywala, zgarniając trzy punkty. Tak się jednak w wielu przypadkach nie stało i punkty bezpowrotnie uciekały. Zbyt łatwo Piast tracił punkty, a mecz z ŁKS-em, gdy prowadził 3:0, by zremisować 3:3, to wstydliwe wspomnienie.
