Gdy niepołomiczanie mają aut blisko pola karnego, u rywali powinna się zapalać czerwona lampka. Fot. Krzysztof Porebski/PressFocus


Groźne auty

Wszyscy wiedzą, że stałe fragmenty Puszczy są jej najsilniejszą bronią, ale piłkarze beniaminka wciąż zaskakują rywali.


Wtym sezonie 18 zespołów ekstraklasy strzeliło 383 gole. Z danych serwisu ekstrastats.pl wynika, że 131 (34,2 proc.) padło po stałych fragmentach gry (SFG), do których zaliczane są rzuty karne, rożne, wolne i auty. Prawie na półmetku rywalizacji procentowy udział jest podobny do wyników z ostatnich sezonów, gdy również w około jednej trzeciej przypadków zespoły zdobyły bramki w taki właśnie sposób. Obecnie najwięcej – 16 – wykorzystała Jagiellonia Białystok, a najgorsze drużyny zamieniły na gole pięć. Jeżeli pod uwagę weźmiemy procentowy udział, to tu niekwestionowanym liderem jest „mistrz remisów” Piast Gliwice z 64 proc. wynikiem. Mniej goli z gry strzela także Puszcza Niepołomice. W jej przypadku SFG przyniosły 55 proc. trafień.


Sto wariantów?

Kiedyś słyszałem opinię o jednym z byłych trenerów Hutnika Kraków, który tłumaczył, że zespół praktycznie ich nie trenuje, bo małe są szanse na zamienienie ich w gole. Przed rozegranym pod koniec października spotkaniem Korony Kielce z Puszczą opiekun gospodarzy Kamil Kuzera przytoczył anegdotę z kursu trenerskiego, który prowadził Tułacz. - Ile macie w Koronie wariantów stałych fragmentów? – Sześć, siedem. – To ja mam sto. Być może szkoleniowiec „Żubrów” nie ma stu, a pięćdziesiąt, ale to i tak dużo. Widać to praktycznie w każdym spotkaniu, ale jednocześnie trener podkreśla, że poświęcają na ten element standardowy czas, przez cały tydzień nie skupiają się tylko na dośrodkowaniach i wrzutkach. Repertuar mają jednak obszerny. Nie zawsze jest to centra na głowę, a jedno lub więcej zgrań w miejsce, gdzie czeka lub nabiega zawodnik przewidziany do finalizacji akcji.


Trzy wygrane „główki”

Świetnym przykładem tak przygotowanego SFG była bramka na 1:1 przeciwko Górnikowi Zabrze. Jakub Bartosz na wysokości pola karnego wziął kilkumetrowy rozbieg i zagrał w stronę Artura Craciuna (193 cm), który wygrał pojedynek w powietrzu z Sebastianem Musiolikiem (193 cm). Potem Kamil Zapolnik (182 cm) uprzedził Norberta Barczaka (183 cm) i także głową skierował ją bliżej bramki. Tam Piotr Mroziński (181 cm) był lepszy od Adriana Kapralika (175 cm) i z niełatwej strzelił po koźle tuż przy słupku. Puszcza nie ma sobie równych w zdobywaniu bramek po autach. Ma ich już cztery, czyli tyle samo, ile pozostałe 17 drużyn... razem wziętych! Niepołomiczanie już teraz są lepsi od Miedzi Legnica i Radomiaka, które w poprzednich sezonach strzeliły po trzy. Brakuje im jednej do najlepszej w kampanii 2020/21 Stali Mielec.


Pomaga rosła kadra

Goście w swojej „szesnastce” przegrali trzy „główki”. Jak to możliwe i dlaczego Puszcza wciąż zaskakuje rywali w ten sposób, choć wszyscy wiedzą, że to jej silna broń? – Czerpią z tego duże korzyści, wierzą, że w to i są w tym po prostu mocni – uważa Jan Urban, trener Górnika. – Stałych fragmentów było zdecydowanie więcej i w większości sytuacji się wybroniliśmy. Jeśli ktoś się dobrze czuje, wie, że choć w kilku sytuacjach nie stworzy zagrożenia, to przyjedzie kolejna, kiedy stworzy. Piłkarze Puszczy przede wszystkim mają odpowiednie warunki, by takie sytuacje kreować i wykorzystywać – dodaje szkoleniowiec. W kadrze beniaminka rzeczywiście przeważają rośli zawodnicy. Przeciwko Ślązakom tylko Michał Walski nie miał 180 lub więcej centymetrów. Michał Knura


1,25

TO średnia liczba goli strzelana na jedno spotkanie przez Puszczę Niepołomice.