Nauka cierpliwości
Rozmowa z Leszkiem Kucharskim, medalistą mistrzostw świata i Europy
Powtarza pan słowo cierpliwość. O co konkretnie chodzi?
- My, Polacy, Europejczycy, mamy inne spojrzenie na wiele spraw, w porównaniu do życia Saudyjczyków. Mam na myśli i sprawy treningowe, organizacyjne - w sporcie, ale też codzienne funkcjonowanie w Ad-Dammam nad Zatoką Perską, gdzie zamieszkałem. Zaznaczam też, że nie zamierzam nikogo krytykować, bo to ja muszę przystosować się do określonych reguł, a nie wymagać zmian w Arabii Saudyjskiej.
Pańscy podopieczni spóźniają się lub opuszczają treningi?
- Tylko raz zdarzyło się, że najlepszy zawodnik Ali Alkhadrawi spóźnił się na trening. Ale wcześniej uprzedził mnie, że będzie dłużej się modlił. To chłopak pochodzący z bogobojnej rodziny, przestrzegający np. diety halal dla muzułmanów, która nie zawiera produktów zakazanych przez Koran. Jeśli chodzi o wspomnianą religijność, zdarza się, że jadąc trening czy zgrupowanie zatrzymujemy się w określonym miejscu, gdzie saudyjscy tenisiści stołowi modlą się przez jakiś czas. Zupełnie mi to nie przeszkadza. Szanuję ich zasady.
Co reprezentanci Arabii mówią o Polsce?
- Przyjechaliśmy na kilka dni do Gdańska w ramach przygotowań do turnieju serii WTT Conteder w Portugalii. Byli już w kilku krajach naszego kontynentu. Wiadomo, jest zimno, na to zwracają uwagę, a tak poza tym skupieni są na treningach. W tym sezonie celem są kwalifikacje olimpijskie.
Jedynie Ali Alkhadrawi, zresztą zgłoszony do Lotto Superligi przez Poltarex Pogoń Lębork, ma szansę na olimpijski awans?
- Tak. Z rankingu światowego na igrzyska się nie dostanie, bowiem zajmuje 210. pozycję, ale powalczy w turnieju kwalifikacyjnym na początku marca. 24 zawodników, po dwóch z danego państwa, powalczy o jedno miejsce premiowane. Wśród najgroźniejszych rywali są reprezentanci Jordanii, Bahrajnu i Kataru. Tak więc nie będzie łatwo, ale jesteśmy dobrej myśli.
Podpisał pan kontrakt na rok, czyli jego przedłużenie uzależnione jest od sukcesu w eliminacjach?
- To, czy będziemy mieli swojego pingpongistę w Paryżu, jest bardzo ważne. W Arabii Saudyjskiej tenis stołowy nie jest wiodącym sportem, ale występ w turnieju olimpijskim z pewnością byłby doceniony. Jak wygląda codzienna praca na Półwyspie Arabskim?
- Trenujemy w Ad-Dammam, ale też jeździmy do innych ośrodków. Baza szumnie nazywana jest centrum treningowym, ale tak tylko z nazwy... Mamy do dyspozycji niewielką salę, w której mieszczą się cztery stoły. Zawodnicy sporo czasu spędzają na obozach, poza tym uczestniczą w rozgrywkach ligowych.
Jak wyglądają zmagania drużynowe?
- Zespoły spotykają się w wybrane weekendy i rywalizują w formule turniejów. Jeżdżę i oglądam kadrowiczów, do oddalonej o 400 km Rijjady czy do Dżeddy, do której jest ponad 1300 km. Środki transportu? Albo pociąg albo samolot. Samochodem jeszcze nie jeżdżę po Ad-Dammam, czekam na stosowne pozwolenia. Na razie przebywamy tam z żoną na podstawie wizy turystycznej.
Czym się więc przemieszczacie po Ad-Dammam?
- Przeważnie skuterkami elektrycznymi. Ale też trzeba uważać, bo saudyjscy kierowcy jeżdżą jak chcą... Przykładowo, poruszamy się dość spokojnie i bezpiecznie prawym pasem, a tymczasem auto ze środkowego wpycha się przed nas i skręca w prawo, zmuszając niekiedy do zatrzymania się. Sami nie uczestniczyliśmy, na szczęście, w żadnej kolizji, lecz takie zdarzenie widzieliśmy. Porównując do ruchu drogowego w Indiach, tutaj kierowcy jeżdżą szybciej.
Zmieniając temat, wspomniał pan o męskiej kadrze. Jak wygląda kobiecy tenis stołowy?
Dopiero raczkuje, bowiem stosunkowo niedawno kobietom pozwolono na np. aktywność fizyczną. Dlatego zapewne sporo czasu upłynie, zanim dojdą do poziomu międzynarodowego.
Pierwszy rok pracy z Saudyjczykami jest bardzo intensywny, sporo jeździcie po świecie.
- Na brak zawodów nie można narzekać. Celem jest ogrywanie się, zdobywanie doświadczenie i punktów. Jakimś problemem jest to, że po powrocie poszczególni zawodnicy oczekują kilku dni wolnego, w ogóle bez tenisa stołowego. My jesteśmy przyzwyczajeni do szybszego odpoczynku, odnowy, regeneracji.
Najważniejszy start w 2023 roku?
- Poza majowymi mistrzostwami świata w południowoafrykańskim Durbanie, były to lipcowe Igrzyska Arabskie w algierskim mieście Tipaza. Złote medale wywalczyli Ali Alkhadrawi w singlu oraz Ali Alhambrali i Ali Abdulaziz Bu Shulaybi w deblu, ponadto sięgnęliśmy po srebro w drużynówce. To niespodziewane, bardzo dobre wyniki. W swojej część Azji moi zawodnicy pokazali, że się liczą. Oczywiście nie mają wielkich szans z Chinami czy Japonią, jak również europejską czołówką.
Ministerstwo doceniło osiągnięcia tenisistów stołowych w Arab Games?
- Łącznie Arabia Saudyjska wywalczyła 44 medale, w tym 7 złotych, plasując się na 10. lokacie w klasyfikacji ogólnej. To dobry wynik, ale oczywiście nie było powodów do świętowania i audiencji u króla. Zdecydowanie najlepsi okazali się Algierczycy.
Największe plusy pańskiego wyjazd do Azji?
- Znów mam przyjemność prowadzić seniorów, reprezentację kraju. W Polsce organizowałem obozy wakacyjne, na które przyjeżdżali kadrowicze z młodszych kategorii, ale też amatorzy. To był prywatny biznes i możliwość przekazywania wiedzy. Mimo że mam 64 lata, jestem w dobrej formie i czuję się na siłach pracować z seniorami, dlatego cieszę się z obecnego wyzwania. Minus to oczywiście przebywanie poza domem. Żona czasem jest ze mną, ale przecież nie podróżuje na obozy i zagraniczne turnieje. Jeśli chodzi o życie rodzinne muszę być cierpliwy. To słowo często się powtarza...
Przynajmniej na pogodę nie można narzekać.
- To fakt. Przed wyjazdem do Polski mieliśmy w dzień po około 30 stopni Celsjusza, wieczorami 23-25, więc idealnie. Opady deszczu są rzadkością, ale właśnie ostatnio mocno popadało i pozalewało miasta.
Nauczył się pan podstawowych zwrotów po arabsku?
- Muszę przyznać, że nie. Praktycznie wszędzie wystarcza znajomość języka angielskiego, w rozmowach z przedstawicielami federacji, w sklepie, aptece itd. Na co dzień spotyka się ludzi m.in. z Indii, Bangladeszu, Pakistanu, też dobrze mówiących w języku angielskim.
Był pan na meczu Cristiano Ronaldo w Arabii?
- Nie interesują się zbytnio piłką nożną, choć oczywiście wiem, że kilka gwiazd światowego formatu gra w miejscowej lidze. Inna sprawa, że tłumy przychodzą na cztery kluby, na pozostałych meczach jest po 1000 kibiców.
Rozmawiał Jędrzej Jędrzejewski
LESZEK KUCHARSKI
Urodził się 8 lipca 1959 roku w Gdańsku. W mistrzostwach świata seniorów wystąpił łącznie osiem razy (1977, 1981, 1983, 1985, 1987, 1989, 1991 i 1993), a jego największymi sukcesami było wicemistrzostwo świata w grze podwójnej w 1989 z Zoranem Kaliniciem, brązowe medale w 1985 w turnieju drużynowym oraz w 1987 w grze podwójnej z Andrzejm Grubbą.
Na ME wystąpił łącznie osiem razy (1978, 1980, 1982, 1984, 1986, 1988, 1990, 1992), zdobywając cztery medale (1986 - srebro w grze pojedynczej, 1984 - srebro w turnieju drużynowym, 1986 - brąz w turnieju drużynowym, 1988 - brąz w grze podwójnej z A. Grubbą. Był też mistrzem Europy juniorów w singlu (1977). W mistrzostwach Polski zdobył 34 medale w grze pojedynczej, deblu i mikście.
W latach 2004-09 był trenerem reprezentacji Polski juniorek i seniorek. Pracował w Indiach i Azerbejdżanie
Podopieczni Leszka Kucharskiego sięgnęli po trzy medale w Igrzyskach Arabskich.
