Bez Konrada Kasolika obrona Ruchu również spisywała się nieźle. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus


Bez młodzieżowca?

W niedzielę Ruch Chorzów zagra kolejne spotkanie z cyklu „o wszystko”. Tym razem w Krakowie, z popularnymi „Pasami”.


W zespole beniaminka od kilku tygodni odczuwalna jest coraz większa presja. Ruch na finiszu rundy jesiennej mierzy się z drużynami z dolnej połówki tabeli lub też z rywalami mającymi swoje problemy, ale na razie w żaden sposób tego nie wykorzystał. W ostatnim meczu z Koroną Kielce zabrakło dosłownie sekund do zgarnięcia trzech punktów.


Poprawna obrona

W niedzielę Ruch rozegra kolejny pojedynek o olbrzymim ciężarze gatunkowym i pojawia się pytanie, czy po raz pierwszy pod wodzą Jana Wosia zagra w tym samym zestawieniu personalnym, co we wcześniejszym spotkaniu. Trenerzy zespołu z Chorzowa mogą już liczyć na pauzujących w niedzielę po czerwonej kartce Konrada Kasolika oraz Szymona Szymańskiego. W Krakowie obaj będą mogli zagrać, aczkolwiek obrona Ruchu w meczu z Koroną spisywała się poprawnie. Można się spodziewać ewentualnie jednej zmiany w bloku defensywnym. W tygodniu do pierwszej drużyny powrócił napastnik Artur Pląskowski, ale trudno spodziewać się, by ten zawodnik zagrał w tym meczu w pierwszym składzie.


Kto za Wójtowicza?

Po meczu z Koroną Kielce trener Jan Woś przyznał, że chorzowianie mają problem z młodzieżowcami. - Jesteśmy w trudnym momencie, limit młodzieżowców trzeba wypełnić, ale sezon jest długi i można to nadrobić. Musimy wystawiać najmocniejszy na ten moment skład – pomeczowe słowa trenera wskazują, że mecz z Cracovią Ruch może rozpocząć bez młodzieżowca. Po tym, gdy zabieg artroskopii barku przeszedł Tomasz Wójtowicz, w dwóch ostatnich meczach „funkcję” młodzieżowca przejął Kacper Skwierczyński. Zwłaszcza spotkania z Koroną ten młody pomocnik nie zaliczy do udanych i należy dziewać się zmian w zakresie. W odwodzie jest chociażby Bartłomiej Barański, rocznik 2006, ale tej pory w lidze ten zawodnik w tym sezonie zagrał zaledwie… 9 minut.


Strach przed utratą

Chorzowianie na zajęciach w tygodniu skupiali się zarówno na aspektach czysto sportowych, jak również na tym, by drużyna poczuła jeszcze większą jedność i wzmocniła morale przed trudnym wyjazdem. - Nasz problem leży w głowach, jest bojaźń, do strach przed stratą piłki – słowa trenera Wosia po meczu z Koroną były niejako wskazówką do działań w ostatnich dniach. Mecz z Cracovią dla „Niebieskich” wydaje się kluczowy (który to już kolejny pojedynek o takiej randze...), bo grono drużyn znajdujących się w zasięgu jest coraz mniejsze. „Pasy” mają obecnie sześć punktów przewagi nad Ruchem, ale także spotkanie zaległe do rozegrania, z Legią Warszawa na własnym terenie. Mecz ten odbędzie się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, 20 grudnia.


Nie tylko druga połowa

Celem Ruchu na najbliższy mecz, jakkolwiek to zabrzmi, jest zaprezentowanie się tak, jak w drugich połowach meczów z Radomiakiem i Koroną. Drugie odsłony ostatnich meczów granych na Stadionie Śląskim pokazały, że Ruch ma potencjał, by skutecznie rywalizować z drużynami wyżej notowanymi. - Musimy jednak prezentować się tak przez cały mecz. Na odprawie przedmeczowej mówimy sobie, że chcemy grać, jak w drugich połowach tych spotkań. Żebyśmy odważnie grali, kreowali sytuacje, bo stać nas na to. Za mało stwarzamy sytuacji, z których możemy pokusić się o celny strzał. To jest jeden z naszych problemów – mówi opiekun „Niebieskich”, który cały czas czeka na premierowe zwycięstwo w roli pierwszego trenera. Chorzowianie w tym sezonie już raz gościli stadionie przy ulicy ży. Tam bowiem swoje mowe spotkania rozgrywa Puszcza Niepołomice. Rywalizacja dwóch beniaminków zakończyła się sprawiedliwym remisem. W niedzielę taki wynik pozostawi spory niedosyt. (TD)