Iranki miały spore problemy i to nie tylko z Karoliną Kochaniak-Salą. Fot.Łukasz Laskowski/PressFocus


Pogrom na początek

Od wysokiego zwycięstwa ze słabiutkim Iranem rozpoczęły mistrzostwa świata biało-czerwone. Jutro poprzeczka pójdzie wyżej.


W meczu z Iranem będziemy faworytem. To nie jest zespół, który potrafi grać na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że pozostaniemy skoncentrowani i wykonamy swoją pracę. Szanujemy przeciwnika, ale chcemy wyjść na boisko i wygrać wysoko - powiedział przed spotkaniem inaugurującym mistrzostwa świata trener Arne Senstad. Jego słowa się potwierdziły. Polki od początku zabrały się do roboty, chcąc jak najszybciej wypracować wysoką przewagę. W obronie grały zdecydowanie i pewnie, a w ataku były pomysłowe i skuteczne. Nic dziwnego, że po kilku minutach miały .... bramek. Rywalki z Bliskiego Wschodu, które na poprzednim mundialu przegrały wszystkie 6 meczów, a 31. miejsce zajęły tylko dlatego, że tuż przed spotkaniem o tę pozycję wycofały się Chinki, sprawiały wrażenie zagubionych. Z każdą chwilą rosła ich liczba błędów (po kilku minutach miały ich szeroki wachlarz), co biało-czerwone skrzętnie wykorzystywały. Dość powiedzieć, że pierwszy rzut Iranki oddały w 5 minucie, a premierowe trafienie zanotowały 120 sekund później. Przez kwadrans Polki grały pomysłowo i z różnych pozycji trafiały do siatki. Wydawało się, że przewagę będą powiększać - bramkę rzutem przez całe boisko zdobyła nawet Adrianna Płaczek - ale w pewnym momencie coś się zacięło. Trener Senstad rotował składem, przy wysokim prowadzeniu pozwolił odpocząć liderkom - w ataku na przykład grały dwie nominalne lewe rozgrywające - i nie wszystkie akcje były finalizowane. Dobrą zmianę dała Fatemeh Khalili, zatrzymując kilka rzutów. Przy 13:7 norweski selekcjoner poprosił o czas, poukładał zespół i wszystko wróciło do normy. Wysokie prowadzenie do przerwy pozwoliło naszym paniom spokojnie kontrolować grę i przećwiczyć takie elementy jak powrót do obrony. Bramki od początku stała Barbara Zima, która przez 6 minut nie dała się pokonać, a potem uruchamiała kontry, dwukrotnie trafiła do siatki, a jej partnerki wyraźnie poprawiły skuteczność. W sobotę Polki zmierzą z walecznymi i szybkimi Japonkami, które wczoraj napsuły sporo krwi faworyzowanym Niemkom.


Polska - Iran 35:15 (18:8)


POLSKA: Płaczek 1, Zima 2 - Balsam 6, Kobylińska 3/1, Kochaniak-Sala 3, Urbańska, Tomczyk 2, Michalak 4, Matuszczyk, Nocuń 6, Masna, Rosiak 4/3, Uścinowicz, Górna 2, Głębocka, Galińska 2. Kary: 6 min. Trener Arne SENSTAD.


IRAN: Lak, Khalili, Ologhi - Kiyaniara 1, Zandi, Merikh 6/1, Rahmaian 1, Shahsavari 2, Badvi, Tootoonsiz, Eizadgashb 1/1, Khorziughi, Faghihi 1, Koudzarifarahani 3/1, Oshaghi, Rajabi. Kary: 4 min. Trener Gholamali AKBARABADI.


Przebieg meczu:

5 min - 4:0;

10 min - 6:1;

15 min - 10:2;

20 min - 13:4;

25 min - 14:7;

30 min - 18:8;

35 min - 22:8;

40 min - 24:10;

45 min - 29:12;

50 min 30:12;

55 min - 32:13;

60 min - 35:15.

Narek Hajkowski