Mistrzowie destrukcji

W 15 kolejkach PKO BP Ekstraklasy Śląsk Wrocław sześć razy zachował czyste konto.


Śląsk Wrocław mknie do półmetka sezonu niczym japoński shinkansen. Podopieczni trenera Jacka Magiery w 15 kolejkach zdobyli 33 punkty (bramki 27:13), czyli tylko o pięć „oczek” mniej niż w całym poprzednim sezonie. Ostatnia wygrana na wyjeździe z Cracovią była dziesiątym spotkaniem, w którym zaksięgowali komplet punktów.

Było to zwycięstwo, które zielono-biało-czerwonym smakowało w sposób szczególny, ponieważ kończyli pojedynek w dziewiątkę! W 52 minucie sędzia Marcin Szczerbowicz z Olsztyna wyrzucił z boiska autora jedynego gola w tym spotkaniu, Hiszpana Matiasa Nahuela Leivę, natomiast w 78 minucie w następstwie drugiej żółtej kartki do szatni został odesłany Ukrainiec Jehor Macenko.


Zapłata za ciężką pracę

Jednym z bohaterów tego pojedynku był popisujący się fantastycznymi interwencjami 31-letni bramkarz gości, Rafał Leszczyński. To było trudne spotkanie przyznał wychowanek Olimpii Warszawa. Każdy potwierdzi, że Kraków to ciężki teren i nie jest łatwo tu wygrać. Wygraliśmy w dziewięciu, a to naprawdę duża sztuka. Wielu z nas na pewno zapamięta ten mecz do końca życia. Wydaje mi się, że kluczem w obronie było pozamykać strefy środkowe i doprowadzić do tego, żeby Cracovia tylko wrzucała piłkę. Dwa razy mieliśmy szczęście po uderzeniach i rykoszetach. Szczęście jednak sprzyja lepszym. Być może jesteśmy teraz wynagradzani za naszą ciężką pracę. Każdy z nas wziąłby w ciemno takie wyniki przed sezonem albo zapłaciłby pieniądze, żeby tak było. Cieszymy się z tego, bo tworzymy kolektyw i fajny zespół. Oby tak dalej.


Podziękowania dla kibiców

Jednym z wyróżniających się zawodników w tym spotkaniu był defensywny pomocnik Śląska, Peter Pokorny. Niesamowita drużyna, niesamowita waleczność, każdy centymetr boiska nie był przez nas odpuszczany powiedział 22-letni Słowak. Wygraliśmy jako drużyna, każdy asekurował każdego, każdy był gotowy zginąć na boisku za kolegę. Kończyliśmy mecz w dziewięciu, ale to nie przeszkodziło nam wygrać. ,,Leszczu" był niesamowity, uratował nam parę razy wynik. Nasi obrońcy również byli nie do przejścia. Po żadnej z kartek nie spuściliśmy głowy w dół. Nie przestaliśmy myśleć pozytywnie o zwycięstwie. Walczyliśmy do końca i daliśmy radę. Zostały nam cztery mecze do końca rundy i oczywiście chcemy zostać na podium na zimę. Razem jako drużyna możemy wszystko, razem bronimy, razem atakujemy, to możemy razem długo rozsiąść się na szczycie. Wiemy, że możemy osiągnąć coś niesamowitego. Dziękujemy każdemu z osobna, kto przyjechał nas wspierać. Byliście fantastyczni i dziękujemy za doping. Czuliśmy się jak w domu. Kibice Śląska byli najgłośniejsi i również dzięki wam wygraliśmy ten mecz.


Kosztowne, ale opłacalne

Obrońca wrocławian Łukasz Bejger znalazł się w jedenastce kolejki „Sportu” jako symbol niezniszczalnej defensywy Śląska. Wiele kosztowało nas to zwycięstwo przyznał 21-letni stoper. Myślę, że po drugiej czerwonej kartce nie byliśmy już w stanie stworzyć nic więcej z przodu. Mieliśmy tylko Erika w tamtej strefie, więc nie było już co wykreować w ataku. Za to cały zespół zostawił dużo zdrowia. Oczywiście było też przy tym dużo szczęścia, ale najważniejsze są dla nas te wywalczone trzy punkty. Cieszy mnie to, że wzajemnie pomagamy sobie na boisku. Głównie z Aleksem Petkovem. Również mega dobrą robotę robi Alek Paluszek, kiedy wchodzi do nas do trójki, czy czwórki i ja przechodzę na lewą obronę. Zawsze nam wtedy pomaga. Był to z naszej strony na pewno dobry mecz w defensywie, bo w ataku nie było wielu sytuacji, szczególnie w II połowie. Na pewno zabrakło zamknięcia tego meczu, jeszcze kiedy graliśmy w jedenastu. Wychodząc na II połowę naszym celem było strzelenie kolejnej bramki i zamknięcie tego spotkania. Niestety, nie udało się. Szybko dostaliśmy czerwoną kartkę i później nam się ten pomysł posypał. Najważniejsze, że zagraliśmy na zero z tyłu i wygraliśmy. W tym sezonie kibice cały czas są z nami, nawet po trzech pierwszych meczach, kiedy nam nie szło. Wtedy ich wsparcie było dla nas kluczowe. Wtedy nam pomogli i teraz razem możemy cieszyć się z wyników.


Zobaczyć Klimalę

W trakcie przerwy w rozgrywkach zespół Jacka Magiery rozegra sparing z Chrobrym Głogów. Spotkanie odbędzie się w piątek, 17 listopada, o godz. 11.00 na stadionie przy ul. Oporowskiej. Dla kibiców Śląska będzie to pierwsza okazja, by zobaczyć Patryka Klimalę, najnowszy nabytek klubu.

Bogdan Nather


Defensywny pomocnik Śląska Peter Pokorny (z lewej) jest zaporą trudną do sforsowania.


Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus


Okrążył Ziemię dla sławy    

Za Johnem Yeboahem tysiące przejechanych kilometrów. Być może nie na darmo.


RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Piłkarze z wielu klubów pojechali na zgrupowania reprezentacji. Nie inaczej jest w klubie mistrza Polski. John Yeboah po meczu w Szczecinie poleciał do Ameryki Południowej na zgrupowanie reprezentacji Ekwadoru przed dwoma meczami w eliminacjach mistrzostwa świata. Dziś o 23.00 naszego czasu jego drużyna gra z Wenezuelą, a w środę z Chile. Z kolei Bogdan Racovitan czeka na występy w narodowym zespole Rumunii w eliminacjach Euro z Izraelem w sobotę oraz ze Szwajcarią 21 listopada. Na liście powołanych do reprezentacji Bośni i Hercegowiny po raz kolejny znalazł się Adnan Kovacević. Jego kadra również rozegra dwa mecze eliminacji mistrzostw Europy. Bośnia zmierzy się z Luksemburgiem dzisiaj i ze Słowacją trzy dni później. W walczącej o awans reprezentacji Grecji miał grać Giannis Papanikolaou, ale z uwagi na kontuzję i zabieg barku został na miejscu. Co do Johna Yeboaha – czeka on na debiut w reprezentacji Ekwadoru. Piłkarz, który w krótkim czasie został jedną z gwiazd ekstraklasy, ma… potrójne obywatelstwo. 23-latek urodził się za zachodnią granicą w Hamburgu. Ma blisko 30 gier w różnych juniorskich reprezentacjach Niemiec. Ojciec jest z Ghany, a mama z Ekwadoru. I to właśnie dla tego ostatniego kraju zdecydował się grać. W październiku dostał powołanie od trenera Feliksa Sancheza Basa (Hiszpan wcześniej przez 5 lat był selekcjonerem reprezentacji Kataru) na mecze z Boliwią i Kolumbią. Był w nich rezerwowym. Teraz ma szansę na debiut, bo – jak informują media – czterech ważnych zawodników ekwadorskich „La Tri” jest kontuzjowanych, w tym kapitan drużyny i najlepszy strzelec Enner Valencia. Ten wylot w październiku nie był dla mnie łatwy, bo przeleciałem tysiące kilometrów. To były długie godziny, żeby najpierw dostać się do Ekwadoru, a potem wrócić na miejsce. Dałem jednak radę, pomógł mi klub, sztab szkoleniowy. Leciałem w klasie business, więc nie było problemów, bo spałem. To wielka sprawa być w kadrze Ekwadoru. Mama pochodzi stamtąd, więc nie był to dla mnie ciężki wybór, żeby grać tam. Zresztą mówię po hiszpańsku, tam mam rodzinę

– podkreśla. Przeleci teraz… 26 tys. kilometrów! 10 tys. jest z Częstochowy do Quito, a trzy tysiące ze stolicy Ekwadoru do Maturin we wschodniej Wenezueli, gdzie rozegrany zostanie dzisiejszy mecz. Potem powrót do Quito na starcie z Chile. Przez miesiąc okrąży więc Ziemię, której obwód to 40 tys. kilometrów. Co do „El Tri”, to są na ostatnim premiowanym awansem 6. miejscu w południowoamerykańskich eliminacjach. Byliby na drugim, ale odjęto im 3 punkty na starcie za fałszowanie dokumentów Byrona Castillo w poprzednich eliminacjach. Dla mnie to wielka sprawa być w kadrze, a o tym, kto będzie grał, zdecyduje już nasz selekcjoner. Ja cieszę się, że mogę być częścią tej drużyny. Chcę grać, chcę pomóc. Być może dostanę szansę w ważnych meczach z Wenezuelą i Chile – mówi. Pytamy, jak było miesiąc temu, gdy Ekwadorczycy grali z Boliwią w La Paz na wysokości ponad 3600 m n.p.m. Ciężko było tam oddychać – mówi z uśmiechem Yeboah.


Pomagają mu występy w Lidze Europy. Wielu zwraca uwagę i patrzy na te rozgrywki. Możesz w takich meczach zaprezentować swoje umiejętności. To ważne, dzięki temu można też zaistnieć w narodowym zespole. Próbujemy walczyć, jak się da. Co do mojego pobytu w Rakowie – na początku nie było mi łatwo, bo byłem kontuzjowany. Teraz mogę się już cieszyć grą i to jest dla mnie najważniejsze. Cieszę się wraz z kolegami, że mam możliwość występów w Lidze Europy, bo to świetna sprawa. Staramy się w każdym meczu, jak możemy, podobnie jest w lidze – zaznacza piłkarz, który być może za tydzień wróci pod Jasną Górę z występem w reprezentacji kraju z Ameryki Południowej. Michał Zichlarz  


John Yeboah liczy na debiut w reprezentacji Ekwadoru. Fot. Hubert Bertin/PressFocus