Kibice w Tychach obejrzeli niesamowicie emocjonujace spotkanie. Działo sie! Fot. Łukasz Sobala/Pressfocus.pl
Horror jakich mało
Niesamowite emocje w meczu kończącym 16. kolejkę...
Dla tyszan było to spotkanie o awans na podium i zawodnicy Dariusza Banasika pokazali, że potrafią grać o dużą stawkę.
Dwa karne Biedrzyckiego
Jednak w pierwszej połowie to Bruk-Bet Termalica, jak na zespół z doświadczeniem przystało, grał rozważnie i czekał na swoje okazje, które w pierwszej połowie zamienił na dwa gole z rzutów karnych. Za pierwszym razem w 23 minucie goście rozegrali składną i wielopodaniową akcję, którą w sytuacji sam na sam finalizował Kacper Karasek. Nie zdecydował się jednak na próbę strzału tylko postarał się o to, żeby jak najszybciej dotknąć piłki, a następnie zahaczył nogami o dłonie Macieja Kikolskiego i runął na murawę. Sędziowie dokładnie przyglądnęli się temu starciu, ale po dwóch minutach Paweł Malec nie miał już wątpliwości i nakazał wykonanie rzutu karnego. Wiktor Biedrzycki zdecydował się na płaski strzał w róg bramki i choć golkiper tyszan wyczuł intencje etatowego egzekutora jedenastek w szeregach niecieczan, to mocno uderzona futbolówka zatrzepotała w siatce. Drugi taki sam pojedynek kibice zobaczyli w 7 minucie doliczonego czasu gry pierwszej połowy. Tym razem po wrzutce Karaska z rzutu wolnego pojedynek główkowy w polu karny tyszan wygrał Biedrzycki, a próbujący złożyć się do przyjęcia piłki Jakub Branecki został z tyłu zaatakowany przez Nemanję Nedicia. Uderzenie okazało się silne i bolesne, a arbiter znowu wskazał na „wapno”. Chwilę musiało potrwać nim służby medyczne pomogły napastnikowi przyjezdnych zejść z murawy, ale dla Biedrzyckiego nie miało to żadnego znaczenia. Grający w masce na twarzy stoper „Słoni” z zimną krwią wygrał drugi w tym meczu pojedynek oko w oko z Kikolskim. Strzelił w ten sam róg co za pierwszym razem.
Gole w doliczonym czasie
Przegrywający 0:2 tyszanie, którzy w pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału, na drugą połowę wyszli z dwoma zmianami w składzie, ale przede wszystkim zmieniło się ich nastawienie. Ostro ruszyli do ataku i zaczęli dochodzić do sytuacji bramkowych, aż wreszcie w 61 minucie skorzystali z prezentu od rywali. Lukas Spendlhofer i Andrij Dombrowśkyj tak niefrasobliwie rozegrali rzut wolny na swojej połowie boiska, że oddali piłkę Danielowi Ruminowi, który samotnie bez problemów wbiegł w pole karne i płaskim strzałem w długi róg nie dał szans Tomaszowi Losce. Po strzeleniu kontaktowego gola trójkolorowi, napędzeni zmianami dokonanymi przez sztab szkoleniowy, jeszcze mocniej nacisnęli i raz za razem gościli w polu bramkowym konkurentów. W końcu dopięli swego. W 87 minucie nadzieja tyskich kibiców na korzystny wynik odżyła, bo sędzia po starciu Kacpra Skibickiego z Tomaszem Zawijśkyjem podyktował rzut karny, ale wezwany przed ekran cofnął swoją decyzję. Tak samo było w 6 minucie doliczonego czasu, kiedy to arbiter najpierw wskazał na rzut rożny, ale po zobaczeniu akcji w zwolnionym tempie dostrzegł, że Maciej Ambrosiewicz powstrzymując szarżę Jakuba Budnickiego pomógł sobie ręką. Strzał Żytka z „wapna” doprowadził do wyrównania. To jednak nie był jeszcze koniec meczu, bo GKS atakował dalej i w 13. minucie doliczonego czasu gry dopiął swego! Tym razem Przemysław Mystkowski dośrodkował z rzutu wolnego, a główkujący z 8 metra Śpiączka główką posłał piłkę w okienko i „zamknął” emocjonujące widowisko, które pozwoliło tyszanom awansować na trzecie miejsce w tabeli. Jerzy Dusik
