Raków wygrał po raz pierwszy w fazie grupowej Ligi Europy! Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Nadzieja umiera ostatnia!
Sensacja stała się faktem. Raków ograł Sturm i nadal jest w grze o wiosnę na Starym Kontynencie.
LIGA EUROPY
Przed meczem wydawało się to niewiarygodne. Mistrzowie Polski przyjechali do Grazu z kilkoma graczami po kontuzjach, a także bez Zorana Arsenicia. Brak Chorwata miał być widoczny i… faktycznie był. Sturm kilkukrotnie zaprezentował się dobrze pod bramką Vladana Kovaczevicia. Bramkarz Rakowa jednak zachował się bezbłędnie w sytuacji, gdy uderzał Manprit Sakaria, a przede wszystkim przy strzale Alexandra Prassa w drugiej odsłonie. Częstochowian nie opuszczał pech. W 75 minucie boisko opuścić musiał Adnan Kovaczević. Wszystko spowodowane było problemami ze zdrowiem. Awaryjnie w defensywie zameldował się Gustav Berggren. Warto jednak odnotować, że na murawie zameldował się wtedy także John Yeboah. To była jedna z sensacji w samolocie do Grazu, bo piłkarz miał pauzować trzy tygodnie z powodu urazu, jakiego doznał podczas zgrupowania reprezentacji. Pojawił się jednak w miejsce Marcina Cebuli i zapewnił częstochowianom komplet punktów. Środkiem pola piłkę poprowadził Berggren. Futbolówka po nieudanym wybiciu jednego z gospodarzy trafiła pod nogi Jeana Carlosa Silvy. Brazylijczyk dograł do Yeboaha, który wyprowadził Raków na sensacyjne prowadzenie. Tego nie wypuścili już z rąk do końca meczu. Ponad 12 tysięcy kibiców na Merkur Arena mogło być wściekłych. Gdyby nie trafienie potencjalnego reprezentanta Ekwadoru, to Sturm byłby pewny awansu do fazy pucharowej Ligi Konferencji Europy. Zamiast tego o wszystkim zadecyduje ostatnia kolejka. Sporting i Atalanta są pewne awansu do fazy pucharowej Ligi Europy. To właśnie te dwa zespoły zadecydują o losie Rakowa. Częstochowianie u siebie zmierzą się z zespołem z Włoch. Niby nie są faworytem, ale jak pokazał jednak mecz w Grazu – niemożliwe nie istnieje. (pt)
