Trzeba kibicować innym


Szanse bezpośredniego awansu reprezentacji Polski na Euro są znikome. Musimy zatem oglądać się na to, co wydarzy się w innych grupach.


ELIMINACJE EURO 2024


Od niemal miesiąca wiemy, że po remisie z Mołdawią na Stadionie Narodowym szanse reprezentacji Polski na bezpośredni awans na Euro 2024 są niewielkie, bo nie wszystko zależy od nas. Wiemy również, że jeżeli biało-czerwoni nie zajmą 2. miejsca w grupie, to pewni są gry w wiosennych barażach, z racji tego, że utrzymali się w Dywizji A Ligi Narodów w sezonie 2022/23. Najpierw jednak przypomnijmy, co musi się stać, by biało-czerwoni jednak dostali się na turniej bezpośrednio. Bezwzględnie muszą wygrać z Czechami, bo inny rezultat automatycznie eliminuje nasz zespół z tej ścieżki walki o Euro. Następnie istnieją 2 możliwości. Pierwsza to porażka albo remis Mołdawii z Albanią, a później remis w starciu Czechy – Mołdawia. Druga, to – z kolei – tylko porażka Mołdawii z Albanią, a następnie zwycięstwo Mołdawian z Czechami. Jeżeli wymienione warunki nie zostaną spełnione, wówczas spoglądamy na ścieżkę barażową, która – na razie – jest jeszcze mocno skomplikowana. Na dodatek w wielu grupach sporo się jeszcze może zmienić.


W barażach o trzy wolne miejsca na mistrzostwach Europy zagra 12 zespołów w trzech ścieżkach utworzonych na podstawie miejsc w 4 dywizjach ostatniej edycji Ligi Narodów. W rywalizacji (21 i 26 marca 2024 roku) wezmą udział te zespoły, które nie uzyskały awansu w eliminacjach, ale uplasowały się wysoko w LN. Aktualnie, jeżeli chodzi o Dywizję A, w której grała Polska, miejsca dającego bezpośredni awans nie uzyskali jeszcze oprócz nas Włosi i Chorwaci. Gdyby wziąć pod uwagę obecną sytuację w grupach, to w półfinale baraży nasz zespół musiałby stawić czoła Italii, a w przypadku awansu do finału zagrałby ze zwycięzcą starcia Chorwacja – Estonia. Trzeba przyznać, że wymienieni przeciwnicy nie byliby dla naszego zespołu wymarzeni, ale możemy ich uniknąć. Innymi słowy trzeba w najbliższych meczach zarówno Italii, jak i „Vatrenich” właśnie im kibicować. Włosi zagrają z Macedonią Północną u siebie, a także z Ukrainą na wyjeździe. 4 punkty zdobyte w tych meczach dadzą drużynie Luciano Spallettiego bezpośredni awans. Wydaje się, że kluczowym starciem dla „squadra azzurra” będzie mecz z Ukraińcami, który odbędzie się 20 listopada w Leverkusen. Jeżeli chodzi o Chorwatów, to sprawa jest nieco trudniejsza. Trzecie drużyna katarskiego mundialu przegrała dwa mecze w październiku i ma tyle samo punktów, co druga w grupie Walia, czyli 10. Obie ekipy zagrają jeszcze po 2 spotkania. Chorwacja gra z Armenią u siebie i z Łotwą na wyjeździe, ale nawet jeżeli oba wygra, musi liczyć na to, że Walia (mierzy się z Turcją u siebie i Armenią na wyjeździe) straci punkty. Jeśli Chorwaci i Walijczycy zdobędą w listopadzie po tyle samo punktów, wówczas na Euro pojedzie zespół z Wysp Brytyjskich, bo ma lepszy bilans bezpośredni.


Wprawdzie istnieją jeszcze możliwości, że inne zespoły z Dywizji A Ligi Narodów spadną do baraży, np. Węgrzy czy Szwajcarzy, a nawet... Czesi – stanie się tak, jeżeli bezpośrednio z naszej grupy obok niemal pewnej promocji Albanii awansuje Mołdawia – ale są one znikome. Gdy Chorwaci i Włosi ze ścieżki barażowej wypadną, wówczas biało -czerwoni w półfinale baraży zagrają z Estończykami, najlepszą drużyną Dywizji D LN. Z kim, w przypadku wygranej, mogliby zagrać podopieczni Michała Probierza w finale? Tutaj sytuacja jest zdecydowanie bardziej skomplikowana i znów trzeba spoglądać na to, co wydarzy się w pozostałych grupach. Na naszej ścieżce mogą pojawić się takie zespoły, jak np. Walia, Ukraina, Finlandia, Norwegia lub Islandia. Możliwości jest wiele, a mądrzejsi nieco będziemy w sobotę późnym wieczorem, gdy zakończy się pierwsza listopadowa tura eliminacji. Najmądrzejsi, z kolei, będziemy już po zakończeniu drugiej tury meczowej w tym miesiącu, a mianowicie w nadchodzący wtorek.


Jakub Kubielas