Rafał Górak na celowniku
Pomimo przerwania złej passy kibice z Katowic oczekują zmiany na stanowisku trenera.
GKS Katowice w końcu wygrał mecz. Na ten moment kibice czekali ponad dwa miesiące. Cierpliwość mimo wszystko została nadwyrężona. Fani ze stolicy województwa śląskiego w trakcie meczu z GKS-em Tychy wywiesili transparent z napisem „Nawet jak wygramy do zera, oczekujemy zmiany trenera”. Takie słowa kibiców nie mogą budzić zdziwienia. Podopieczni Rafała Góraka w fatalnym okresie od początku września aż do niedzieli zgromadzili bardzo mało punktów, a przy życiu utrzymywała ich jedynie zaliczka z początkowej fazy rozgrywek. Rotacja na stanowisku trenera zawsze wydaje się najłatwiejszym rozwiązaniem problemów zespołu, który znajduje się w dołku i w tym przypadku miała, a może dalej ma, swoje uzasadnienie. W końcu jedna jaskółka (w postaci zwycięstwa derbowego) wiosny nie czyni, z czego trener Górak zdaje sobie sprawę.
- Jeżeli drużyna popadnie w kryzys, trzeba mocno pracować, żeby z niego wyjść. Wcale nie mówię, że teraz z niego wyszliśmy i temat jest zakończony. To by było śmieszne i absurdalne – powiedział na konferencji prasowej Rafał Górak. 50-latek po niedzielnym spotkaniu zdecydował się nie tyle podsumować mecz (jak mają to w zwyczaju trenerzy ligowi), co podsumować ostatnie dni w klubie, niejako odnosząc się do słów kibiców przedstawionych na transparencie.
- Wiadomo, że to trudny moment. Nie wygraliśmy 8 spotkań ligowych z rzędu i miało to swój spory ciężar gatunkowy. Chciałem nadmienić, że GKS Katowice to klub czterosekcyjny. Są w nim dyrektorzy, trenerzy, pracownicy… Jest wiele osób bardzo oddanych i nie spodziewałem się, że będę spotykał się z tak wielkim zrozumieniem i wsparciem, będąc codziennie w pracy. Za to chciałbym wszystkim podziękować, bo drużyna to również czuła. Wszyscy w klubie bardzo nas w tym momencie wspierali, co nie jest oczywiste. Jeżeli zespół przegrywa, łatwo jest się od niego odwrócić. Tutaj jednak wszyscy, którzy mnie spotykali, czy to trenerzy innych sekcji, czy dyrektorzy, wszyscy pracownicy, mówili nam, że będzie dobrze, że na pewno wrócimy do wygrywania, tylko trzeba robić swoje i ciężko pracować. Również prezes odwiedził nas na jednym z treningów. Bardzo mocno wsparł drużynę i mnie. Za to też mu dziękuję. Zresztą dzisiaj po meczu również przyszedł do nas do szatni i widać, że wszyscy tego potrzebowaliśmy – zauważył szkoleniowiec GieKSy. Jego słowa mogą świadczyć o tym, że pomimo nacisków ze strony fanów, nie dojdzie do rotacji w sztabie szkoleniowym.
Za pozostaniem trenera na stanowisku opowiadają się również zawodnicy drużyny z Katowic. - Wspieramy trenera. Każdy z nas stoi za nim murem. Myślę, że zwycięstwo da nam trochę spokoju – stwierdził po wygranej w ostatniej kolejce Sebastian Bergier. Jednak okres, w którym zespół nie wygrywa ośmiu spotkań z rzędu – a wliczając mecz pucharowy z Górnikiem dziewięciu – z pewnością nadwyrężył zaufanie. Kolejne potknięcia mogą już nie być wybaczane, szczególnie w klubie, który tak bardzo jest stęskniony za graniem na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Wszystkie bolączki jednym zwycięstwem z pewnością nie zostały zażegnane. Teraz katowiczan czeka przerwa reprezentacyjna, a po niej będą musieli zmierzyć się z Wisłą Kraków, która – mimo ostatnich słabszych wyników – jest niebezpiecznym przeciwnikiem. To będzie prawdziwy sprawdzian dla GKS-u. – Teraz najważniejsze jest to, że zdobyliśmy 3 punkty w bardzo trudnym spotkaniu. Nie ma potrzeby, żeby wybiegać w przyszłość – odpowiedział krótko na pytanie o najbliższego przeciwnika trener Górak.
Kacper Janoszka
