Jarosław Skrobacz szybciej niż się wszystkim wydaje może wrócić na trenerską karuzelę. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Trener Skrobacz? To plotka
Rozmowa z Krzysztofem Nowakiem, prezesem GKS-u Katowice
Jarosław Skrobacz trenerem GieKSy. Plotka czy jest coś na rzeczy?
- Nie znam tematu, to plotka.
A czy na dziś jest temat zmiany szkoleniowca w GKS-ie?
- Nie. Trenerem jest Rafał Górak. On prowadzi zespół, ma ważną umowę.
Do końca roku zostały trzy mecze. W sobotę z Arką, potem z Miedzią, a na koniec z Chrobrym. Jest limit punktów, które trener Górak musi zrobić?
- Nie ma żadnego limitu. Oczywiście, po zakończeniu wszystkiego siądziemy, będzie szczegółowa analiza tej rundy. Będzie na to czas i będziemy podejmować decyzje. Na teraz wszystko jest wyjaśnione. Opinia publiczna chciałaby krwi, chciałaby zwolnienia trenera Góraka, choćby po meczu w Krakowie. Mnie jednak postawa piłkarzy bardzo się podobała... Co do zasadności zmian, za wszystko odpowiada trener. Czy zrobiłby tak jeszcze raz? Nie wiem. Mecz tam, a byłem na nim, był niezwykle emocjonujący. Dla mnie skandalem jest to, że dwa razy został przerwany. Pozwoliłem sobie na użycie takiego eufemizmu, że w ostatnim meczu to nie Wisła, a kibice tego klubu wygrali z GKS-em 3:2. Graliśmy dobrze, to był jeden z naszych najlepszych meczów w tej rundzie. Z obiektywnych danych systemu „Catapult” też wyszło bardzo dobrze, choć oczywiście zdajemy sobie sprawę, że na końcu liczy się wynik. Liczy się to, że Wisła ma 3 punkty.
A wy tych zdobyczy w ostatnim czasie nie macie za wiele...
- Analizując wszystko, gra drużyny jest zdecydowanie lepsza niż zdobycze punktowe i miejsce w tabeli. Źle się potoczył mecz w Krakowie, źle w Rzeszowie, gdzie przecież prowadziliśmy dwiema bramkami. Dla mnie bardzo wątpliwa była czerwona kartka po VAR-ze. Też powinniśmy byli stamtąd przywieźć 3 punkty. Nie ma jednak co gdybać, bo liczy się to, co jest. Ostatnich 6 kolejek to tylko 6 punktów. Tylko najsłabsze ostatnio Podbeskidzie i Zagłębie są w tym czasie gorsze od GieKSy… - I to też będzie poddane analizie. Szaleństwem byłoby jednak robienie teraz jakichkolwiek ruchów. Będą w swoim czasie robione analizy i rozmowy ze sztabem szkoleniowym, z dyrektorem sportowym. Liga w tym roku jest niesamowicie wyrównana, bardziej niż w poprzednim sezonie. Zachowanie w tym wszystkim spokoju jest najważniejsze. Mamy ustabilizowany skład, mamy podpisane kontrakty. Mamy umowę z Rafałem Górakiem. Jakoś podskórnie czuję, że będzie dobrze. W sporcie jestem całe życie. Co do warsztatu trenera Góraka - nie mam wątpliwości, że jest bardzo wysoki. Trochę się szczęście od niego odwróciło, ale na naszą grę patrzy się z przyjemnością.
Przed wami mecz z liderem. Czego oczekuje pan od zespołu w tym sobotnim starciu?
- Maksymalnego zaangażowania i liczę na wygraną! Do Krakowa też jechaliśmy z przekonaniem, że jedziemy po zwycięstwo. Byliśmy zmotywowani, żeby wygrać. Z przyjemnością patrzyłem na naszą grę. Znając morale drużyny, to wiem, że z Arką nie będziemy grać na remis, bo nic nam nie daje. Walczymy o pełną pulę.
Rozmowa ukazuje się już w cyfrowym wydaniu „Sportu”...
- Wiem o tym. Do Katowic przyjechałem z Tomaszowa Mazowieckiego w 1987 roku. Jako młody człowiek po liceum w domu czytałem „Przegląd Sportowy”, a tutaj zawsze był „Sport”. Z racji szacunku dla tej gazety deklaruję po raz pierwszy, że wykupię subskrypcję „Sportu”. Trzymajcie się! Wiem, że czasy się zmieniają, zmienia się technologia, ale jesteście bardzo potrzebni, bo robicie fantastyczną robotę. Smutne, że kończy się era papierowa, ale życzę wszystkiego dobrego w dygitalu. Rozmawiał Michał Zichlarz
