Nene (w środku) strzelił gola i zanotował asystę. Fot. Michał Kość/PressFocus


Znów lepszy od kumpla

Trenerów Jagiellonii i Warty łączy wieloletnia przyjaźń, ale na boisku nie było mowy o dawaniu forów.


Pochodzący z Czeladzi Adrian Siemieniec prowadzi Jagiellonię Białystok. Pochodzący ze Świętochłowic Dawid Szulczek to trener Warty Poznań. Obaj przyjaźnią się od wielu lat i wypłynęli z Rozwoju Katowice. Ich kariery potoczyły się w taki sposób, że we wtorkowy wieczór mieli okazję zmierzyć się ze sobą po raz trzeci – a po raz pierwszy w Pucharze Polski. I po raz trzeci lepszy okazał się Siemieniec. Obaj szkoleniowcy mieli całkiem niezły materiał poglądowy sprzed kilku dni. W poprzedniej kolejce ekstraklasy ich zespoły również się ze sobą zmierzyły – tyle że w Grodzisku Wielkopolskim, który jest tymczasowym domem Warty. „Jaga” wygrała 2:1, a najgłośniej było o pomyłce poznańskiego bramkarza Adriana Lisa, przez którą białostoczanie wyszli na prowadzenie już w 1 minucie. W „rewanżu” na Podlasiu tak łatwo nie było, choć Siemieniec podszedł do rywalizacji na poważnie i wystawił prawie najmocniejszy skład. Względem ostatniego meczu z Wartą dokonał tylko 3 zmian, a znacznie mocniej poszalał Szulczek. On w składzie Warty wymienił aż 6 ogniw. Na stadionie w Białymstoku pojawiło się blisko 4 tysiące kibiców, co oznacza najgorszą frekwencję na meczu Jagiellonii w tym sezonie. Do tej pory najmniej ludzi oglądało rywalizację z Zagłębiem Lubin – 8049. We wtorek temperatura na Podlasiu wyniosła -7 stopni, co prawdopodobnie zmroziło także piłkarzy. Spotkanie stało na tak niskim poziomie, że nie ukrywał tego nawet nadawca telewizyjny Pucharu Polski, czyli Polsat Sport. „Powiedzieć coś o pierwszej połowie... Odbyła się. W drugiej musi być już lepiej” – napisał na swoim oficjalnym profilu na portalu X (Twitter), dodając kilka emotikon, które miały za zadanie nadać nieco kolorów bezbarwnemu widowisku.


W drugiej połowie Jagiellonia wzięła się do roboty. Najpierw pomógł rzut rożny, przy którym obrońcom urwał się niezawodny Jesus Imaz. Potem zaś defensorami zakręcił Afimico Pululu, wystawiając „patelnię” Nenemu. Wcześniej to Portugalczyk zanotował asystę przy bramce Imaza. – Nie czuję się głównym bohaterem tego spotkania. Cieszę się, że mogłem pomóc drużynie. Prawdę powiedziawszy, nie był to jeden z moich najlepszych występów, ale czasami tak jest, że nie grasz wybitnych zawodów, ale strzelasz gola i asystujesz – przyznał Nene. – Dziękuję Dawidowi i całej Warcie za te dwie potyczki i dobrą sportową rywalizację. Wiem, że dzisiaj są niepocieszeni, ale wiem też, jak pracują i jestem pewien, że ta praca się obroni. W szatni powiedziałem chłopakom, że jestem dumny ze zwycięstwa i z tego, w jaki sposób grają, a także jak wyglądają pod względem mentalnym. Jesteśmy wierni swojej filozofii niezależnie od okoliczności, panujących warunków atmosferycznych i za to dziękuję zespołowi – powiedział Adrian Siemieniec po awansie do ćwierćfinału. Piotr Tubacki


Jagiellonia Białystok – Warta Poznań 2:0 (0:0)

1:0 – Imaz, 63 min, 2:0 – Nene, 75 min

JAGIELLONIA: Abramowicz – Stojinović (90. Olszewski), Skrzypczak, Dieguez, Wdowik – Romanczuk, Nene (86. Sacek) – Marczuk (86. Kupisz), Naranjo, Lewicki (72. Pululu) – Imaz.

Trener Adrian SIEMIENIEC.


WARTA: Grobelny – Borowski, Tiru, Szymonowicz, Pleśnierowicz, Kiełb (65. Mateuszewski) – Prikryl (60. Bartkowski), Maenpaa, Luis (60. Żurawski), Savić (64. Szmyt) – Vizinger (73. Eppel).

Trener Dawid SZULCZEK.


Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa).

Widzów 3897. Żółte

kartki: Dieguez, Naranjo – Szymonowicz, Szmyt.